Muzeum Domu Rembrandta
Flickr, spinphase
Zanim rozpoczniemy naszą wycieczkę rowerową, chcielibyśmy przypomnieć, że ta trasa jest częścią naszej aplikacji mobilnej – planera podróży na iPhone i Android. Po jej pobraniu możesz korzystać nie tylko z tej wycieczki, map offline i GPS, ale także zaplanować całą swoją podróż do Amsterdamu. Zaczynajmy!
Naszą trasę zaczynamy przy Muzeum Domu Rembrandta. Trudno byłoby wybaczyć sobie wizytę w Amsterdamie bez zajrzenia właśnie tutaj. W tym domu przy Jodenbreestraat wielki malarz spędził 17 lat, tworząc swoje nieśmiertelne arcydzieła. Sprzedał dom wraz z wyposażeniem w 1656 roku, gdy popadł w kłopoty finansowe. W 1911 roku postanowiono przywrócić dawny dom Rembrandta do jego pierwotnego wyglądu. Było to możliwe między innymi dlatego, że skrupulatni holenderscy archiwiści przechowali od XVII wieku szczegółowy inwentarz sporządzony przez notariusza podczas sprzedaży budynku.
Sercem kolekcji Muzeum Domu Rembrandta jest zbiór grafik artysty – najpełniejszy, jaki znamy obecnie. Znajduje się tu 260 z 290 zachowanych akwafort. Oglądanie tych prac z bliska to wspaniała okazja, by docenić mistrzostwo Rembrandta.
Poza samymi dziełami sztuki muzeum jest cenione za swój wyjątkowy klimat. Wnętrza odtworzono tak, jak wyglądały, gdy dom był własnym domem Rembrandta. Możesz nawet zajrzeć do świętego świętych – pracowni, w której mistrz dokonywał cudów swoim pędzlem.
Od czasu do czasu odbywają się tu także wystawy czasowe związane bezpośrednio lub pośrednio z twórczością Rembrandta.
Dziękujemy! Za każdym razem, gdy rezerwujesz hotele na Booking.com przez naszą stronę, pomagasz nam opisać jeszcze jedno miejsce, stworzyć jeszcze jedną trasę albo rozwijać kolejne miasto. Naprawdę to doceniamy!
banner booking
Flickr, mikejharrington
Pchli targ Waterlooplein znajduje się niedaleko Dzielnicy Czerwonych Latarni, tuż przy domu Rembrandta. Ten targ pod gołym niebem, z ponad trzema setkami stoisk, to idealny przystanek, jeśli podczas pobytu w Amsterdamie masz ochotę zapolować na vintage'owe skarby. Można tu znaleźć dosłownie wszystko – od znoszonych ubrań, starych książek, mundurów wojskowych, DVD, kaset wideo i dawnej elektroniki po naprawdę nietypowe znaleziska, takie jak torba z konopi, kolekcja porcelanowych psów czy łyżwy z drewnianymi wiązaniami. Ceny są różne, ale ogólnie całkiem rozsądne.
Zawsze jest tu mnóstwo turystów, a to niestety oznacza także kieszonkowców i oszustów, więc pilnuj swoich rzeczy. Oprócz zwykłych spacerowiczów i ciekawskich odwiedzających pchli targ Waterlooplein przyciąga też lokalnych ekscentryków i miłośników mody, poważnych kolekcjonerów oraz ludzi teatru – sprzedawane tu rzeczy trafiają właściwie w każdy gust.
A teraz ruszamy do kolejnego punktu naszego spaceru po Amsterdamie – na Błękitny Most.
Błękitny Most, czyli Blauwbrug
Flickr, copetan
Kto by pomyślał, że most o dość nudnym numerze „236” kryje taką historię? Na pierwszy rzut oka może wydawać się po prostu kolejną przeprawą przez Amstel, a takich w Amsterdamie nie brakuje. Ten most ma jednak coś więcej niż numer – ma też nazwę, Błękitny Most. Przydomek odziedziczył po wcześniejszym moście zbudowanym w tym miejscu na początku XVII wieku. Nazwano go błękitnym z prostego powodu: pomalowano go na jeden z kolorów holenderskiej flagi narodowej – oczywiście na niebiesko.
Stary most był drewniany, a nowy zbudowano z kamienia. Powstał w 1883 roku według projektu Bastiaana de Greefa i Willema Springera. Obaj architekci mieli słabość do paryskiej architektury, zwłaszcza do mostów nad Sekwaną, dlatego w stolicy Niderlandów pojawił się mały kawałek Francji. Most okazał się dostojny i elegancki, z trzema przejazdami dla niewielkich łodzi, latarniami w kształcie kolumn zwieńczonych koronami Cesarstwa Austriackiego, podporami przypominającymi kamienne dzioby statków i wieloma innymi bogatymi detalami dekoracyjnymi.
Technicznie rzecz biorąc, Błękitny Most nadal jest w pełni funkcjonalny i niezawodny, a swoim pięknym wyglądem powinien zachwycać jeszcze przez długi czas. Przejeżdża tędy ruch uliczny, w tym tramwaje. Gdy przejdziesz przez ten historyczny most, znajdziesz się w drodze z Waterlooplein na Rembrandtplein – albo odwrotnie, zależnie od trasy.
Inne trasy i spacery po mieście, czyli co jeszcze zobaczyć w Amsterdamie:
Hermitage Amsterdam
Flickr, Tanzeus
W Amsterdamie można oczywiście odwiedzić mnóstwo sal wystawowych i muzeów – miasto słynie ze swoich tradycji artystycznych. A co z Ermitażem? Amsterdam też ma swój. Jest bezpośrednio związany ze słynnym rosyjskim muzeum sztuki o tej samej nazwie w Petersburgu, ponieważ stanowi jedną z jego filii. Jego nazwa jest prosta i jasna – Hermitage Amsterdam.
Muzeum stoi nad brzegiem Amstelu w historycznym budynku z 1681 roku, znanym jako Amstelhof. Niewykluczone nawet, że Piotr Wielki przechodził kiedyś przez tę okolicę podczas swojej wizyty w Niderlandach, gdzie uczył się szkutnictwa i nawigacji. W każdym razie budynek, wzniesiony pierwotnie jako dom spokojnej starości, został przekształcony w muzeum w latach 2007–2009, a jego starsi mieszkańcy przenieśli się do nowszego i wygodniejszego miejsca.
Hermitage Amsterdam oficjalnie otwarto dla zwiedzających latem 2009 roku, a w ceremonii wzięli udział Dmitrij Miedwiediew i królowa Beatrycze.
W przestronnych, jasnych i pięknie wyposażonych salach muzeum regularnie odbywają się tematyczne wystawy czasowe, które przyciągają zarówno odwiedzających, jak i mieszkańców Amsterdamu. Do września 2014 roku można tu było na przykład oglądać wystawę „Russia Before Peter the Great”, po której przyszły takie ekspozycje jak „250 Years of the Hermitage”, „Tsar Alexander I and Napoleon” i inne.
Dla fanów samodzielnie planowanych tras mamy nasz planner podróży na iPhone i Android. Twórz własne trasy albo wybieraj gotowe, z mapami offline, GPS i całkowicie za darmo.
Magere Brug
Flickr, wally nelemans
Amsterdam to miasto kanałów, więc ogromna liczba i różnorodność mostów nie powinna nikogo dziwić. Mosty Amsterdamu można by odkrywać bez końca, ale niektóre wyróżniają się swoim znaczeniem historycznym i charakterystycznym wyglądem.
Jednym z najciekawszych mostów nad Amstelem jest ten stojący w centrum miasta, łączący Kerkstraat i Nieuwe Kerkstraat. Nosi nazwę Magere Brug i przez wielu uważany jest za jeden z najpiękniejszych mostów w Amsterdamie. Został zbudowany w 1934 roku według projektu architekta Pieta Kramera. Pierwszy most pojawił się tu w 1691 roku i oficjalnie nazywał się Kerkstraatbrug, ale ze względu na swoje wąskie proporcje zyskał przydomek Magere Brug – Chudy Most – i ta nazwa przetrwała do dziś.
Pierwszy most był drewniany i miał 13 przęseł. W 1871 roku zastąpiła go 9-przęsłowa konstrukcja, również z drewna. Potem, w 1934 roku, zbudowano pełen wdzięku biały most, który widzimy dzisiaj. Przez kolejne dekady był kilka razy odnawiany, między innymi w 1994 roku, kiedy zainstalowano automatyczny system otwierania środkowej części dla przepływających łodzi.
Jedną z najbardziej urokliwych cech Magere Brug jest jego iluminacja. Most zdobi 1800 światełek, które wieczorem rozbłyskują i nadają całej okolicy świąteczny nastrój.
W Dniu Zwycięstwa w Europie, obchodzonym 8 maja, most staje się miejscem koncertu, w którym tradycyjnie uczestniczy królowa Beatrycze Niderlandów.
Magere Brug jest też swego rodzaju gwiazdą filmową i dość często pojawia się w kinie. Jego najsłynniejsza rola to występ w bondowskim filmie „Diamonds Are Forever.”
Flickr, peterpj
W spokojnym centrum Amsterdamu, niedaleko Keizersgracht, czeka urocze muzeum w domu nad kanałem. Zbudowany w 1672 roku budynek należy do rodziny Van Loon, potomków założycieli Holenderskiej Kompanii Wschodnioindyjskiej.
Mieszkał tu kiedyś Ferdinand Bol, uczeń Rembrandta, a później dom przeszedł w ręce rodziny Van Loon. Przez pewien czas mieszkała tu również Thora van Loon-Egidius, dama dworu królowej Wilhelminy Niderlandzkiej. Każdy z mieszkańców pozostawił po sobie dzieła sztuki i elementy wystroju wnętrz, które z czasem stały się częścią muzealnej kolekcji.
Architektura budynku jest typowa dla klasycznego holenderskiego domu nad kanałem. Na szczycie fasady można dostrzec cztery postacie – Marsa, Minerwę, Wulkana i Ceres – symbolizujące wojnę, sprawiedliwość, ogień i płodność, czyli cztery źródła pomyślności rodziny.
W muzeum jest co oglądać, choć kolekcja jest dość eklektyczna, bo tworzyli ją różni właściciele przez kilka stuleci. Wypatruj antycznych mebli, porcelany, sreber, cennych figurek i rodzinnych obrazów. Za muzeum znajduje się wspaniały ogród, który sprawia wrażenie, jakby prowadził prosto z ulicy do XVII wieku.
Co ciekawe, potomkowie arystokratycznej rodziny Van Loon nadal mieszkają w tym budynku, dlatego część domu jest zamknięta dla zwiedzających. Spacerując po pokojach, możesz nawet niespodziewanie natknąć się na członków rodziny.
banner booking
Flickr, JCBphoto
Niedaleko Rembrandtplein, nad brzegiem spokojnego amsterdamskiego kanału, stoi imponujące muzeum w domu. Zostało zbudowane w 1678 roku dla nowożeńców Alberta Geelvincka, pochodzącego ze starej i szanowanej żeglarskiej rodziny, oraz Sary Hinlopen, której rodzina słynęła z handlu towarami z egzotycznych krajów.
W ramach posagu Sara wniosła wiele osobliwości zgromadzonych przez swoją rodzinę, która stała u początków Holenderskiej Kompanii Wschodnioindyjskiej. Wśród tych cennych rzeczy były obrazy Rembrandta i Gabriela Metsu odziedziczone po ojcu.
Wyrafinowane podejście do aranżacji wnętrz i ogrodu kontynuowali potomkowie Alberta i Sary, a dzięki tej rodzinnej pasji do upiększania domu odwiedzający mogą dziś zobaczyć przykłady wystroju rezydencji z różnych epok, a także autentyczne antyki i przedmioty codziennego użytku z minionych stuleci.
Błękitny Pokój urządzono w stylu Ludwika XVI i ozdobiono pięcioma panelami namalowanymi przez Egberta van Drielsta.
Czerwony Pokój odzwierciedla styl neorokokowy, a wysoki sufit i lustra tworzą doskonałą oprawę dla sześciu obrazów z XVII wieku.
W holu znajduje się arras utkany w Brukseli w 1600 roku, przedstawiający starcie królów Krezusa i Cyrusa II.
Chiński Pokój zdobi osiem ściennych paneli z fantazyjnymi ptakami i kwiatami namalowanymi na płótnie w stylu chinoiserie, pochodzących z końca XVIII wieku.
I oczywiście nie przegap spaceru po zachwycającym ogrodzie w stylu renesansowym z oczkami wodnymi i fontannami, przytulnymi ławkami oraz wspaniałymi różami unikalnych odmian.
Co jeszcze zobaczyć w Amsterdamie:
Flickr, clareandben
Na początku XX wieku ta okolica była potocznie znana jako „Diabelski Róg”. Mieszkali tu bardzo biedni ludzie, a zabudowa bardziej przypominała półzrujnowane baraki. Dziś właśnie tutaj znajduje się najsłynniejsze kino Amsterdamu, Teatr Tuschinskiego, zbudowany w latach 1918–1921 przez polsko-żydowskiego przedsiębiorcę Abrahama Icka Tuschinskiego. Co ciekawe, nazwisko „Tuschinski” wymawia się z akcentem na „i”.
Abraham uciekł przed pogromami już w 1904 roku i osiadł w Rotterdamie, gdzie dorobił się majątku, zaczynając jako krawiec. Jego interes się rozwijał i z czasem Tuschinski kupił hotel dla żydowskich migrantów wyruszających do Ameryki. Później, razem ze wspólnikami, został właścicielem czterech kin w Rotterdamie.
Przez cały ten czas nie porzucił marzenia o budowie własnego kina – „oazy luksusu i przyjemności”, z której mogliby korzystać także zwykli ludzie. Odpowiednie miejsce znalazł właśnie tutaj, w „Diabelskim Rogu”, w samym centrum miasta i za przystępną cenę.
Kino otwarto w 1921 roku i od razu wywołało oburzenie części mieszkańców. Wielu uważało ekstrawagancką fasadę za niesmaczną, a dwie wieże ją zdobiące za psujące panoramę miasta. Dla zainteresowanych architekturą: teatr zbudowano w stylu Art Deco z elementami secesji.
W tamtym czasie budynek był nie tylko najbardziej „luksusowy” w mieście pod względem projektu i wystroju wnętrz, lecz także stanowił cud nowoczesnej inżynierii: systemy zasilania, ogrzewania i wentylacji utrzymywały stałą temperaturę w całym obiekcie. Właściciel zapłacił za budowę kina zawrotną jak na owe czasy sumę czterech milionów guldenów.
Marmur, drogie gatunki drewna, brąz, miedź, jedwab, tkane dywany… Każda sala i każde foyer miały własny styl. Kino wyróżniało się także organami, które potrafiły naśladować rozmaite dźwięki do filmów niemych, w tym klaksony samochodowe, syreny i odgłos deszczu.
Plotka głosi, że podczas II wojny światowej kino zostało skonfiskowane przez niemieckich okupantów i przemianowane na „Tivoli”. W czasie wojny wyświetlano tu wyłącznie filmy niemieckie. Abraham wraz z rodziną został deportowany w 1942 roku do holenderskiego obozu koncentracyjnego, a potem do Auschwitz, gdzie zmarł w wieku 55 lat.
Po wojnie występowali tu Marlene Dietrich, Edith Piaf i Judy Garland. W 2002 roku teatr odrestaurowano, starając się przywrócić jego pierwotne wnętrza i wygląd zewnętrzny.
Munttoren
Flickr, François Collard
Niedaleko placu Dam w Amsterdamie można zobaczyć wysoką i elegancką wieżę, która wygląda, jakby składała się z dwóch różnych połówek. To Munttoren, a jej mieszany charakter architektoniczny wynika z tego, że została przebudowana, a ściślej mówiąc, nadbudowana o nową część. Pierwotnie, od XV do XVII wieku, wieża pełniła funkcję strażniczą i stanowiła część średniowiecznych murów z bramą znaną jako Regulierspoort.
Pożar w 1618 roku zniszczył niemal całe fortyfikacje, ale wieża częściowo ocalała. Odbudowana w latach 1619–1620, zyskała cechy renesansowe dzięki architektowi Hendrickowi de Keyserowi. Dodano elegancką iglicę i zegar z czterema tarczami. Obecną nazwę, Wieża Mennicy, otrzymała dlatego, że przez pewien czas bito tu monety. Dziś pieniądze zarabia się tu w inny sposób – sprzedając piękną i oryginalną ceramikę z Delft.
Główną atrakcją wieży, poza samym budynkiem, jest carillon stworzony przez Pietera Hemony'ego i zainstalowany w 1668 roku. Część dzwonów była pierwotnie przeznaczona do wieży giełdy w Amsterdamie, ale plany się zmieniły i znalazły nowy dom właśnie tutaj.
Dzwony rozbrzmiewają co piętnaście minut. W soboty, od 14:00 do 15:00, amsterdamski carillonista Gideon Bodden daje koncerty na tym niezwykłym instrumencie.
Pływający targ kwiatowy
Flickr, Guilleont
W stolicy krainy tulipanów wizyta na targu kwiatowym to obowiązkowy punkt programu – potem będziesz mógł z zachwytem opowiadać, ile odcieni, kształtów i odmian tulipanów udało ci się zobaczyć. Najlepszym miejscem, by odkryć całe bogactwo holenderskiej florystyki, jest pływający targ kwiatowy. Pierwszy i jedyny targ kwiatowy na wodzie ciągnie się wzdłuż malowniczego kanału Singel.
Historia handlu tulipanami na amsterdamskich kanałach sięga XVII wieku, kiedy sprzedawcy oferowali swój towar prosto z łodzi. Interes okazał się popularny, więc wyznaczono dla niego specjalne miejsce: początkowo targ zajmował kanał, który wcześniej był częścią miejskiej fosy. Gdy kanał zasypano, pływający targ kwiatowy przeniósł się w obecne miejsce niedaleko placu Dam. Cumuje tutaj od 1862 roku, choć dziś sprzedawcy już nie kołyszą się na łodziach – stoiska są solidnie przymocowane do nabrzeża.
Odnalezienie targu kwiatowego jest łatwe – wystarczy iść za cudownym zapachem, który dociera już z kilku przecznic. Tysiące tulipanów, róż, hortensji i hiacyntów wypełniają powietrze wonią i cieszą oczy. Oprócz kwiatów uprawianych w Holandii znajdziesz tu także na sprzedaż niezwykłe egzotyczne rośliny.
Pływający targ kwiatowy to również świetne miejsce na zakup pamiątek. Dla ogrodników i miłośników kwiatów idealnym prezentem będą holenderskie cebulki tulipanów, a ci mniej zainteresowani ogrodnictwem mogą kupić magnesy, kubki albo tradycyjne drewniane chodaki.
Flickr, Rafael Chu
Spacerując po Amsterdamie, koniecznie zajrzyj do Café 'Luxemburg'. Lokal stoi w tętniącej życiem dzielnicy biznesowej, a mimo to sprawia wrażenie prawdziwej wyspy spokoju i wygody pośród stołecznego zgiełku.
Café 'Luxemburg' należy do rodzaju lokali znanych jako brasserie – formatu, który narodził się we Francji i wciąż wydaje się nam nieco nietypowy. Brasserie to kawiarnia z własnym charakterem. Wyróżnia ją to, że wystrój, rytm obsługi, a zwłaszcza menu pozostają możliwie niezmienne przez długi czas, wierne sprawdzonym klasykom, których główne zalety to niezawodność i prostota. Menu i dania dnia zazwyczaj zapisuje się kredą na tablicy łupkowej, co dodaje miejscu uroku.
Innym znakiem rozpoznawczym brasserie jest letni taras albo długi blat przy oknie, przy którym można rozmyślać nad sensem życia przy kawałku strudla, obserwując spieszących się przechodniów za szybą. Klasyczne kawiarnie typu brasserie od zawsze były azylem dla twórczej elity – artystów, pisarzy i filozofów.
Café Luxemburg gości odwiedzających już od ponad ćwierć wieku. Można tu spróbować jednych z najlepszych w mieście krokietów z cielęciny i krewetek, pysznego domowego pieczywa, szerokiego wyboru holenderskich serów i oczywiście doskonałego piwa, a do tego poczytać świeże gazety w językach z całego świata.
Ta kawiarnia w pełni zasłużenie zebrała entuzjastyczne recenzje w takich publikacjach jak „New York Times”, „Le Figaro” i „The Independent”.
Plac Spui
Flickr, brand_eye
Jeden z centralnych placów Amsterdamu nazywa się Spui, co można z grubsza przetłumaczyć jako „śluza”. To przypomnienie czasów, gdy naprawdę znajdował się tu niewielki akwen, który zasypano pod koniec XIX wieku, by utworzyć plac.
Często bywa tu tłoczno, bo w pobliżu znajduje się Uniwersytet Amsterdamski – a to naturalnie oznacza gwarne tłumy holenderskich studentów. Przy okazji warto wiedzieć, że uczelnia ta jest jedną z największych i najbardziej cenionych w Europie. Niedaleko stoi też Stary Kościół Luterański, gdzie tradycyjnie witani są nowi profesorowie uniwersytetu.
Jeszcze więcej ludzi zbiera się tu w piątki, kiedy plac przejmują sprzedawcy książek z drugiej ręki. Z kolei w niedziele rozstawiają się tu miejscowi artyści.
Nawet jeśli tylko na chwilę, nie przegap okazji, by wpaść na kawę do Café Luxemburg – stylowego i popularnego miejsca znanego także poza granicami Niderlandów.
Jest tu również kilka innych miejsc, gdzie można coś zjeść – może nie są tak słynne jak Café Luxemburg, ale mają swój urok i oferują tradycyjne, proste, niedrogie menu, czyli dokładnie to, czego potrzebują miejscowi studenci. Jednym z przykładów jest szwajcarska kawiarnia „Espirit”.
Centrum placu Spui zdobi rzeźba małego chłopca. Nie sikającego jak w Brukseli – po prostu chłopca, który stoi i uśmiecha się do przechodniów. Nazywa się „The Little Darling” i doskonale oddaje cały beztroski urok Amsterdamu.
Flickr, Abariltur
Westerkerk, zbudowany w pierwszej połowie XVII wieku, jest największym kościołem w Amsterdamie i prawdopodobnie najważniejszym historycznie. Wielu uważa nawet wieżę Westerkerk za jeden z symboli miasta.
Kościół stoi niedaleko dzielnicy Jordaan, ale we wtorki dźwięk jego 48 dzwonów słychać daleko poza okolicą. I nie jest to zwykłe bicie – dzwony wygrywają melodie popularnych piosenek, co jest kolejnym przykładem holenderskiej umiejętności nietuzinkowego podejścia nawet do zwykłych rzeczy. Możesz usłyszeć z nich nawet melodię Beatlesów!
Warto tu zajrzeć choćby dlatego, że tylko we wnętrzu można w pełni docenić rozmach największego protestanckiego kościoła Amsterdamu. Znajdują się tu także organy pomalowane w XVIII wieku przez flamandzkiego artystę Gerarda de Lairesse'a. Dzięki znakomitej akustyce często odbywają się tu koncerty muzyki klasycznej.
To właśnie tutaj spoczął zresztą Rembrandt, słynny holenderski malarz. Niestety dokładne miejsce jego grobu nie jest znane – z powodu ubóstwa artysta został pochowany w nieoznaczonym grobie. Później wzniesiono pomnik upamiętniający symboliczne miejsce pochówku Rembrandta.
Begijnhof
Flickr, lev.glick
Zespół architektoniczny Begijnhof, złożony z kilku sielskich starych domów skupionych wokół ogrodu, to spokojne i ciche miejsce, które mocno kontrastuje z gwarnymi ulicami centrum Amsterdamu. Przez wiele stuleci dawał schronienie beginkom – kobietom prowadzącym życie zbliżone do zakonnego, choć mniej surowe. Ruch begiński istniał od XII wieku aż po czasy nowożytne, a te niewielkie wspólnoty, zwane także beginażami, były kiedyś szeroko rozpowszechnione w Belgii i Niderlandach.
Begijnhof w Amsterdamie należy do najstarszych w Europie. Dokładna data jego założenia nie jest znana, przypuszcza się jednak, że sięga XIV wieku. Pod względem stylu budynki należą do XVII i XVIII wieku, ale powstały na wcześniejszych gotyckich konstrukcjach.
Do Begijnhof można wejść od Kalverstraat albo od placu Spui. Wystarczy wejść na dziedziniec, by od razu poczuć atmosferę spokoju i ciszy.
Zwróć uwagę na dom nr 34 – rozpoznasz go po surowej bryle i niemal czarnych ścianach. Ten drewniany dom nazywa się Houten Huys, został zbudowany w 1420 roku i uchodzi dziś za najstarszy zachowany budynek w Amsterdamie.
Flickr, Nige B
Spacerując ulicami Amsterdamu i podziwiając jego wyjątkowe kanały oraz budynki, niemal na pewno zapragniesz dowiedzieć się więcej o historii tego niezwykłego miasta. Na przykład o tym, jak w ciągu kilku stuleci z małej rybackiej osady nad Amstelem przekształciło się w jedną z najważniejszych stolic Europy. Muzeum Amsterdamu, położone w centrum miasta między Kalverstraat a Nieuwezijds Voorburgwal – ulicami o własnej fascynującej przeszłości – pomoże ci właśnie to zrozumieć.
Miejsce, w którym mieści się kolekcja, jest nie mniej niezwykłe niż same eksponaty. To muzeum historii po raz pierwszy otwarto w 1926 roku w Waag, jednym z najstarszych zabytków architektury Amsterdamu. Później, w 1975 roku, przeniosło się do budynku, który od 1580 roku służył jako sierociniec, a w 1634 roku został przebudowany przez wielkiego holenderskiego architekta Jacoba van Campena.
Kolekcja muzeum obejmuje ponad 70 000 obiektów i przedstawia historię Amsterdamu od wczesnego średniowiecza po współczesność. Znajdują się w niej obrazy, makiety, instalacje i fotografie, a szczególną uwagę poświęcono znaleziskom archeologicznym.
Choć około 25 000 obiektów można obejrzeć online, prawdziwe wrażenie robi dopiero zobaczenie zbiorów muzeum na własne oczy. W końcu żadne zdjęcie nie odda w pełni atmosfery stuleci historii Amsterdamu ożywającej tuż przed tobą.
Zobacz także inne przewodniki po Amsterdamie:











